Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/probando.ten-podroz.bytom.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
dzie, skoro ty mnie nie chcesz? Potrzebujesz dowodu, że wszystkie kobiety są podobne do twojej matki i Cateriny? No cóż, to nieprawda. Chcesz, żebym cię okłamała tylko po to, żebyś mógł twierdzić, że wszystkie kobiety są takie same? Boisz się...

Zeusa i Hery.

uznałam, że powinieneś wiedzieć... O Boże.
– I wie o tym. – Hayes poczuł, że nadciąga ból głowy. – Nie wyglądał mi nigdy na gościa,
lateksowe rękawiczki, ochronne pantofle i czepek, pod którym schowała włosy. Caitlyn nie mogła w to uwierzyć. Nie chciała uwierzyć. Amanda, do której zwracała się po pociechę i radę. Więc to Amanda popełniła te wszystkie okrutne morderstwa? Amanda? Niemożliwe. Amanda też została zaatakowana. Ale przeżyła. Drzewo, w które uderzyła, było jedynym drzewem w okolicy. Mogła upozorować zamach na swoje życie. Nie, to szaleństwo! Caitlyn czuła pulsujący ból głowy. Nie mogła się ruszyć. Amanda spojrzała na nią i dopiero teraz Caitlyn zdała sobie sprawę, że jej starsza siostra, splatając czerwone i czarne nici, mówi do niej. - ...więc widzisz Caitlyn... a może Kelly? Czasami trudno was odróżnić. Kiedy tu przyszłaś, byłaś zdecydowanie Kelly. Co? Kelly jest tutaj? Gdzie? Amanda przyglądała się Caitlyn w zamyśleniu. - Musisz być Caitlyn, bo zdaje się, że nic nie rozumiesz. Nawet nie pamiętasz, że Kelly naprawdę nie żyje. Nawet nie wiesz, że czasami stajesz się nią. Słowa Amandy nie miały sensu, a mimo to, jakąś cząstką umysłu, Caitlyn musiała się z nią zgodzić. - Tak, Caitie-Did, jesteś wariatką. Siedzą w tobie co najmniej dwie osobowości. Kiedy myślisz, że jesteś Kelly, wyglądasz, jakbyś w to wierzyła. I jeszcze ten stary domek... Jezu, ten po drugiej stronie rzeki i te twoje zaniki pamięci. Dopadła cię klątwa Montgomerych. Nie wiedziałaś? Mylisz się, chciała powiedzieć, to ciebie dopadła. To ty jesteś szalona. To ty masz podwójną osobowość. Amanda i Atropos. - W każdym razie ci, którzy mieli zginąć, wszyscy pretendenci do fortuny Montgomerych nie zostali tak po prostu zabici. Ich śmierć była zawsze zaplanowana... starannie przygotowana. A wszystko to dzięki mnie. Bo ja jestem Atropos. - Zaczęło się od Parkera. Zabiłam go. Był moim pierwszym i to był... - Zręczne palce Amandy zatrzymały się na moment, gdy zaczęła się zastanawiać. - No cóż, to był właściwie przypadek. O Boże, Amanda zabiła małego Parkera. Caitlyn omal nie zwymiotowała. To było takie okropne. Takie dziwaczne. - ...Udusiłam go, gdy nikt nie widział. Dziecinnie proste - powiedziała Amanda, przypominając sobie zdarzenie z przeszłości. - I naprawdę wyświadczyłam wszystkim przysługę. Cały czas płakał, ciągle miał kolki i... był jak wrzód na tyłku. Wrzaskliwy, zepsuty bachor. Nie mogłam uwierzyć, że matka urodziła kolejne dziecko, po tym jak... No przecież wiesz, że Cameron, kochany tatuś, pieprzył się z innymi. A mimo to wciąż miał czas zrobić matce brzuch i spłodzić kolejnych Montgomerych. Amanda spojrzała na Caitlyn. - Możesz to sobie wyobrazić? Mieć dziecko z facetem, który pieprzy swoją przyrodnią siostrę? - Twarz Amandy spochmurniała, usta wykrzywiły się z obrzydzenia. - I to jeszcze nie wszystko. Copper też miała dzieci. Cameron nie potrafił utrzymać kutasa w spodniach. I nie miał zielonego pojęcia o antykoncepcji. Nasz ojciec był chorym sukinsynem. Umiał tylko płodzić kolejne dzieciaki. Z dwiema kobietami! Co za zwyrodniały dupek. Zasłużył sobie na śmierć. Przegryzła nitkę zębami i spojrzała z dumą na swoje dzieło.
– Cześć.
To porządny facet, ale mu odbiło.
fotelach przy oknach. Trójka nastolatków, chłopak i dwie dziewczyny, leniwie sączyła
na długo przed obecną recesją pojawiał się w życiu Jennifer i znikał. Bentz zapamiętał sobie,
młodszy i silniejszy. I nie miał oporów, by mu o tym przypominać.
ale miał dosyć walki z cieniami, uczucia, że jego umysł rozpada się na kawałki. Nie mógł
Zaczęło się od śmiertelnie nudnego wykładu profesora Williamsa o wojnie w Korei. Nie
to ty. Chwileczkę.. Jesteś Dawn? – Zagadywała, przypomniała sobie, że Bentz kiedyś
Nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji.
Montoya czekał nad filiżanką wystygłej kawy. Zmierzył Bentza wzrokiem, gdy ten
drzwi i pociągnął torbę po cementowym chodniku.

rodziną utrzymuje mnie jeszcze przy jako tako zdrowych zmysłach.

Proszę bardzo, mech Hayes mu radzi, żeby się wycofał, ale teraz nic go nie powstrzyma.
pewnie mnóstwo kobiet.
Dopiero teraz dostrzegła szok na twarzy O1ivii i roześmiała się gorzko. – Tak, tak. Nie

– Jaskiel uważa, że nie nadaję się do czynnej służby.

- To nic takiego. Parę kanapek. Naprawdę nie ma o czym
czujesz?
oczyszczono by ją z oskarżeń, lecz nie mogłaby wiecznie

nocy. Uśmiecham się na myśl, jak gładko wszystko poszło.

spotkania z Sylwią i oskarżeń Imogen. Spojrzał jeszcze raz na
Nie czyhała na niego banda żądnych krwi nastolatek ani nawet
będzie jedynym dowodem oskarżenia lorda